Jacek Pogorzelski
Marketingowy esencjalizm

„Marka nie jest wyłącznie przydatnym narzędziem zarządczym, ale subtelnym procesem dialogu między jej właścicielem a odbiorcą, który to proces zmienia jednego i drugiego.”

Destrukcja posiadanych aktywów kapitału miejsca

13 września 2015

Facebook link

To, że coś można zrobić nie zawsze oznacza, że warto to robić. Tak jest m. in. wtedy, gdy rezultatem działania będzie degradacja miejsca, pozbawienie go istotnych walorów i zniechęcenie istotnych grup docelowych do przebywania w nim.

Tylko niektóre gminy, powiaty, miasta i regiony mają naturalny bądź cywilizacyjny kapitał, który czyni z nich w niewymuszony sposób atrakcyjne miejsce. Ponieważ miejsca te są powszechnie znane, może wydawać się, że jest ich więcej niż w rzeczywistości. Tymczasem za każdym Kazimierzem Dolnym nad Wisłą, Krakowem, Roztoczem, Mazurami są setki miejsc, którym natura ani historia nie pozostawiła nic, czym można się chwalić tu i teraz. Tym bardziej niezrozumiałe wydają się działania, które trudno określić inaczej niż sabotażem tak cennego kapitału miejsca.

W Rybniku cały park zamieniono w teren inwestycyjny pod nowy obiekt handlowy. To brzmi dość neutralnie. Dosadnie można powiedzieć, że wycięto w pień wszystkie drzewa i usunięto całą infrastrukturę parkową, aby powstała kolejna świątynia zakupów. Oczywiście mieszkańcy się zbuntowali i nagłośnili sprawę. Park w Rybniku nie był żadną atrakcją turystyczną, ale miał kluczowe znaczenie z punktu widzenia jakości życia mieszkańców. Teraz, zamiast bezproduktywnie chodzić do parku będą mogli wspierać gospodarkę w galerii handlowej.

Przez cały kraj przewijają się projekty tzw. rewitalizacji centralnych placów i rynków, w których nie przewidziano miejsca dla istniejącej zieleni. Kilka lat temu grupa społeczników zawiesiła na drzewach na Rynku w Alwernii klepsydry, które miały uświadamiać przechodniom, z czego będą musieli zrezygnować w efekcie realizacji planu rewitalizacji tego miejsca, który przewidywał zamianę go w coraz częściej spotykaną betonową pustynię. Betonowa pustynia w miejscu bujnej zieleni to nowa polska norma rewitalizacyjna.

Aktualnie słychać lament nad tym, co dzieje się w niektórych polskich pasmach górskich. Gorce mają zmienić charakter z miejsca turystyki pieszej w raj dla rowerzystów a w Bieszczadach postanowiono wreszcie zrobić coś z tą nieznośną dzikością i poprawić naturę wyznaczając trasy turystyczne tak, jak już dawno powinien zrobić to wiatr i deszcz. Ale co nie udało się naturze, to zrobią dzielni inwestorzy z wykonawcami. Głównymi instrumentami tej naprawy natury są schody i barierki w miejscu naturalnych ścieżek.

Nie łudzę się, że ktoś wziął pod uwagę konsekwencje, które będą polegały na erozji immanentnego kapitału marki danego miejsca. To, że Gorce i Bieszczady odstraszą pewien typ turysty, który poszukuje tak rzadkiego dziś kontaktu z przyrodą, która w możliwie najwyższym stopniu rządzi się sama, nie ma przecież znaczenia, prawda? A czy ktoś pomyślał, jak rzadki jest to skarb – taka nienaruszona przestrzeń – i jaką jest wyjątkową atrakcją? Czy ktoś wziął pod uwagę to, że presje cywilizacji wzmacniają trend eskapizmu i coraz częściej ludzie wykorzystują urlopy i długie weekendy do ucieczki w niezmąconą ludzką „inwencją” naturę? Dokąd udadzą się ci wszyscy uciekinierzy, gdy zostaną im betonowe place w miastach i szutrowe autostrady w górach?

Niech ci, którzy jeszcze nie zaczęli swoich mocarstwowych planów panowania nad powierzonym im terytorium i urządzania go po swojemu zastanowią się, czy czasem najlepszym wyjściem nie jest pozostawienie wszystkiego tak jak jest? A jeżeli już w coś ingerować, to tak, żeby podnosić wszechstronną wartość miejsca a nie kierować się prymitywną logiką „nowe zawsze lepsze od starego” (logika ta występuje w różnych wariantach np. beton zawsze lepszy od zieleni, ścieżka wytyczona zawsze lepsza od dzikiej, itd.).

Gdy jeden departament urzędu zastanawia się, jak uczynić z danego miejsca większą atrakcję dla mieszkańców i turystów, inny w tym samym czasie szykuje plan pozbawienia go tych aktywów, jakie już posiada. Dobrze byłoby zacząć ze sobą rozmawiać a może nawet współpracować.

Napisałem

Kod skuteczności

Co to jest osobista skuteczność? Dlaczego tak trudno osiągnąć to, co się zamierzyło? Odpowiedź na to pytanie samo w sobie zasługuje na książkę.

Zobacz więcej

Zobacz komentarze

21 czerwca 2016 o 14:07
Maciej Antończyk napisał

Bardzo trafne uwagi. Dodałbym jeszcze, że „z naturą nikt nie wygrał”, również pod kątem piękna.

Zostaw swój komentarz

Kim jestem?

Jestem właścicielem i dyrektorem zarządzającym firmy doradztwa marketingowego PrimeCode oraz Business Strategy Leaderem w BlueFox. Pomagam klientom prowadzić marketing oparty na wiedzy, a nie intuicji, oraz uczę myśleć strategicznie zamiast tworzyć dokumenty-strategie.