Jacek Pogorzelski
Marketingowy esencjalizm

„Marka nie jest wyłącznie przydatnym narzędziem zarządczym, ale subtelnym procesem dialogu między jej właścicielem a odbiorcą, który to proces zmienia jednego i drugiego.”

Wartość jest w oku patrzącego

5 lutego 2012

Facebook link

Uważam, że najważniejszym zadaniem marketingu jest tworzenie wartości. Wartość odbiorcy traktuję jako fundamentalną kategorię marketingową i najpewniejszą podstawę marki. Czasem marki może nie być lub może ona występować w postaci szczątkowej, ale odbiorca zawsze będzie w stanie określić wartość oferty. To będzie wartość subiektywna i tylko dla tej jednej osoby. Ale taka właśnie jest natura wartości. Każdy postrzega i ocenia ją inaczej.

Z tym także wiąże się podstawowy problem z posługiwaniem się wartością jako celem marketingu. Jest on po prostu nieprecyzyjny. Wiadomo, że lepiej oferować coś o większej wartości niż o mniejszej. Ale z czego dokładnie ma się składać ta wartość i jakie podjąć zadania, żeby ją maksymalizować? To są pytania za przysłowiowy milion dolarów. Umiejętność zidentyfikowania trafniejszych od konkurentów odpowiedzi może oznaczać istotną przewagę konkurencyjną. Bardzo łatwo spocząc na ogólnikach typu „emocje”, „doświadczenie”, „silny wizerunek”, ale to nic nie oznacza. Jakie emocje? Jakie doświadczenie? Jaki wizerunek? Wartość jest dla odbiorcy czymś, co on chce mieć i z czego chce korzystać. Często wartość jest czymś, za co odbiorcy są skłonni zapłacić, ale nie zawsze. Identyfikacja takiej mieszanki elementów, która stanowi dla znacznej liczby odbiorców prawdziwą wartość jest wielką sztuką. Do tego dochodzi jeszcze realizacja, która także może dodać lub zredukować wartość. Wiadomo, na przykład, że gadżet elektroniczny powinien być estetyczny, łatwy w obsłudze, oferować wiele funkcjonalności itd. Ale co to konkretnie oznacza?

Chcę zaprezentować przykład, który pozwala oderwać się od dzisiejszych produktów i usług. Oto kilka opinii o słynnym ołtarzu Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie. Każda z nich nieco inaczej ujmuje wartośc tego dzieła i jest dobrą ilustracją prawa, według którego wartość jest w oku patrzącego.

Wszystkich rzeźb jest ponad dwieście. Najwyższe z nich w szafie głównej osiągają  dwa metry i osiemdziesiąt centymetrów, są ponadnaturalnej wielkości czego siedzący w prezbiterium człowiek nie dostrzega przy wysokości kościoła 28 m. i długości 80 m. Najmniejsze elementy mają około 2 cm. Tego niedoskonałe ludzkie oko nie widzi, a artysta wiedząc o tym dopracował całość tak precyzyjnie aby pokazać najwyższy poziom swoich umiejętności warsztatowych.”

„Dzieło doskonałe, samo broniło się przed zmianami stylów w sztuce, opierało się modzie i zawieruchom wojennym aż do 1939 roku.”

http://www.fotoeskapada.pl/krakow/250-krakow-kosciol-mariacki-oltarz-wita-stwosza.html

Gdy pierwszy raz rzuciliśmy snop światła na dzieło Stwosza, dwóch księży się przy mnie popłakało. Nie żartuję, usłyszałem nagle chlipanie starszego ode mnie mężczyzny. Powiedział mi: „Teraz zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. To jest majestat.”

„Gdy poświęca się ołtarzowi wiele miesięcy, po jakimś czasie przekracza się barierę, za którą widać samego artystę. Gdy patrzę na te uderzenia dłutem, to modelowanie twarzy, te relacje pomiędzy postaciami, przychodzi mi do głowy, że ten facet miał nie tylko wyobraźnię i talent, ale też obsesje i skłonności depresyjne. W jego sposobie tworzenia dostrzegam niekiedy stany euforyczne. W ołtarzu jest też sporo erotyki, której na pierwszy rzut oka nie widać.”

http://wyborcza.pl/1,76842,8977011,Boskie_dzielo_szalenca.html

Historycy sztuki, konserwatorzy i archiwiści zdradzili zgromadzonym kryminalne tajemnice dzieła Wita Stwosza.Gromkimi brawami nagrodzone zostały m.in. refleksje profesora Stanisława Waltosia o ewakuacji ołtarza i jego kradzieży przez Niemców. Tłumnie zgromadzeni słuchacze dowiedzieli się, że 24 sierpnia 1939 roku, pod nadzorem dr. Karola Estreichera, 21 osób przystąpiło do demontażu ołtarza. Nie bez znaczenia była praca bab kościelnych, które siedząc w prezbiterium ugniatały „Kuriera Codziennego”, w który owijane były poszczególne elementy dzieła Wita Stwosza.”

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/tajemnice_oltarza_wita_stwosza_51659.html

Ołtarz Wita Stwosza, dzieło późnego średniowiecza, łączy w sobie elementy sacrum i profanum. Mistycyzm zmieszany jest z naturalistycznym realizmem. Złote szaty apostołów występują obok codziennych ubiorów noszonych w średniowiecznym Krakowie. Obok wzniosłych religijnych scen ukazane zostało życie w jego codzienności. Postać Madonny zachowuje ideał średniowiecznego piękna, ale apostołom Stwosz nadał rysy współczesnych mieszczan krakowskich. W realistycznym podejściu do postaci posunął się tak daleko, że widać dokładnie ich różne ułomności: defekty wyglądu, zdeformowane dłonie, napęczniałe żyły na nogach, ślady chorób skórnych.

http://miasteria.pl/miejsce/Oltarz-Wita-Stwosza.html

To z czego dokładnie wynika wartość dzieła Wita Stwosza?

Napisałem

Kod skuteczności

Co to jest osobista skuteczność? Dlaczego tak trudno osiągnąć to, co się zamierzyło? Odpowiedź na to pytanie samo w sobie zasługuje na książkę.

Zobacz więcej

Zobacz komentarze

Zostaw swój komentarz

Kim jestem?

Jestem właścicielem i dyrektorem zarządzającym firmy doradztwa marketingowego PrimeCode oraz Business Strategy Leaderem w BlueFox. Pomagam klientom prowadzić marketing oparty na wiedzy, a nie intuicji, oraz uczę myśleć strategicznie zamiast tworzyć dokumenty-strategie.