Jacek Pogorzelski
Marketingowy esencjalizm

„Marka nie jest wyłącznie przydatnym narzędziem zarządczym, ale subtelnym procesem dialogu między jej właścicielem a odbiorcą, który to proces zmienia jednego i drugiego.”

Kody miejsc

18 grudnia 2010

Facebook link

Czasem miejsce potrzebuje nowej nazwy lub kodu. Funkcjonuje on w komunikacji nieoficjalnej jako określenie, które bardziej oddaje ducha miejsca, jego znaczenie lub po prostu jest bardziej cool od nazwy oficjalnej. Ameryka obfituje w takie określenia.

Pierwsza kategoria kodów to kody lotnicze lotnisk. Niektóre z nich są tak słynne, że opisują całe miasta. LAX to po prostu Los Angeles, JAX to Jacksonville, ATL to Atlanta a KCK to Kansas City. Najsłynniejszym lotniskiem jest chyba port lotniczy im. Johna F. Kennedy-ego w Nowym Jorku powszechnie znany jako JFK. W Polsce fajny skrót ma Warszawa – WAW, który funkcjonuje m.in. w adresach domen internetowych, ale szerzej się nie przyjął.

Niektóre miasta amerykańskie funkcjonują jako skróty ale nie pochodzące od kodów lotnisk. Nowy Jork to NYC od New York City, San Francisco to po prostu Frisco, Philadelphia to Philly, Atlanta to A-Town, a New Orleans to czasem NOLA. Najwięcej jednak tego typu skrótów można spotkać w samych miastach. W Nowym Jorku i Londynie jest na przykład dzielnica SoHo, ale prawdziwą perełką jest moim zdaniem NoLIta także w Nowym Jorku, która jest skrótem od North of Little Italy (na północ od Małych Włoch).

Popularne nazwy często oddają specyfikę danego miejsca, jego specjalizację lub charakter. I tak Nowy Jork to Big Apple (wielkie jabłko), New Orleans to The Big Easy (duży luz), Las Vegas to Sin City (miasto grzechu), Detroit to Motor Town lub krócej Motown (miasto motoryzacji), Chicago to The Windy City (wietrzne miasto), Minneapolis to The Mill City (miasto młynów), a Honolulu to The Big Pineapple (wielki ananas). W Europie najlepiej znane jest określenie Paryża jako miasta świateł.

Takie nazwy są świetnym, bo najkrótszym narzędziem promocji, czymś na kształt USP danego miejsca. Niektóre z nich pochodzą od lokalnych wydarzeń lub najbardziej znanych obiektów i nie trzeba przewodnika, żeby się zorientować, jaka jest ich główna atrakcja. W tej kategorii najbardziej podobają mi się Jambalaya Capital of The World jako określenie miasta Gonzales w stanie Louisiana, które organizuje festiwal tej potrawy oraz Chocolate Town określające, a jakże, miasto Hershey skąd pochodzi najbardziej znana w USA marka czekolady.

U nas można co najwyżej jechać do Wrocka zamiast Wrocławia albo Zakopca zamiast Zakopanego. Ale w powszechnym obiegu raczej funkcjonują oficjalne nazwy miast. Może z czasem niektóre z nich dorobią się własnych kodów, które z powodzeniem będą je promowały.

Napisałem

book-praktyczny-marketing
Praktyczny marketing miast i regionów

Marketing miejsc zdobywa w Polsce zasłużone zainteresowanie. Niestety kojarzy się  niemal wyłącznie z promocją. Łatwo tworzy się logotyp i kampanię promocyjną. Znacznie trudniej stworzyć silną markę miasta lub regionu.

Zobacz więcej

Zobacz komentarze

20 grudnia 2010 o 12:39
AnnA napisał

Amerykanie faktycznie zgrabnie sobie radzą ze skrótowcami i hasłami/określeniami miast. A w Europie, cóż, przydomek Wenecji Północy „muszą” między sobą dzielić Amsterdam, Kopenhaga, St. Petersburg, Sztokholm, Wrocław…
A Wenecja jest jedna i w dodatku określana jako La Serenissima (najjaśniejsza, dosłownie bardzo pogodna, spokojna). Najbardziej pogodna i najjaśniejsza latem, a najmniej spokojna zapewne w zbliżającym się karnawale.

Pozdrawiam
Anna z Wawy kiedyś z Olka (Olsztyna)

Zostaw swój komentarz

Kim jestem?

Jestem właścicielem i dyrektorem zarządzającym firmy doradztwa marketingowego PrimeCode oraz Business Strategy Leaderem w BlueFox. Pomagam klientom prowadzić marketing oparty na wiedzy, a nie intuicji, oraz uczę myśleć strategicznie zamiast tworzyć dokumenty-strategie.